Przekład polski: uwagi

KOMENTARZ (MAŁO POCHLEBNY:) DO POLSKIEGO PRZEKŁADU

Polskie wydanie “Trylogii zimnego ognia” C. S. Friedman zawdzięczamy wydawnictwa MAG; autorem przekładu jest Zbigniew A. Królicki.

UWAGA:
Po pierwsze: obiektywnie to nawet nie jest aż taki zły przekład, a większość zaprezentowanych tu przykładów to czepianie się i złośliwości… ale jakoś nie mogłam sobie tego darować; uwaga: większość pojawiających się tu uwag jest głęboko subiektywna

Po drugie: komentarz dotyczy tylko wybranych przykładów, na razie z Korony cieni; mam szczerą nadzieję, że uda mi się wrócić do tego projektu i poznęcać się jeszcze trochę bardziej…

Korona cieni

pale eyes

“wyblakłe oczy” Numer jeden na liście kiksów tego tłumaczenia. Po pierwsze, nic nie znaczy (jak oczy mogą być wyblakłe?!); po drugie, o ile się nie mylę, Gerald Tarrant, a o jego oczach mowa, ma być atrakcyjnym mężczyzną i jest to dość istotny element jego charakterystyki. Przykro mi, ale dla mnie atrakcyjność i wyblakłe oczy, czymkolwiek by nie były, wykluczają się wzajemnie. Może “nienaturalnie jasne”, zważywszy że mówimy o nie-człowieku?

Or Betrise, broad-shouldered and belligerent.

“Albo Betrise, szeroki w ramionach i wojowniczy.”
Na razie wszystko OK, zajrzyjmy dalej: Betrise’s long hair /…/, yards from her body.
“Długie jedwabiste włosy Betrise /…/, kilka kroków od ciała”. No to zdecydujmy się: Betrise jest bratem czy siostrą Andrysa? U C. S. Friedman niewątpliwie siostrą, a w polskim przekładzie wygląda jak przeniesiona z “Lewej ręki ciemności” U. K. Le Guin 🙂 (moja ukochana książka skądinąd); to jest zresztą jakieś fatum, bo podobny los spotyka Lavender Brown i profesor Sprout w ‘Harrym Potterze”; daruję sobie pozostałe zmiany płci, jakie przechodzi Betrise w polskiej wersji “Korony cieni”;

Tall figure, dark and silent

“Wysoka postać, ponura i milcząca”
Raczej chyba “ukryta w mroku” albo po prostu “ciemna”… bo tu raczej chodzi o to, że Andrys nie widzi dokładnie mordercy swojej rodziny; dlatego zresztą chwilę potem odkrycie podobieństwa między nim a zabójcą wstrząsa nim aż tak bardzo.

The cold (…) chilled the tears on Andrys’ face

“… łzy na twarzy Andrysa wyschły w okamgnieniu”
A właśnie nie wyschły, tylko “bijące od niego zimno zmroziło łzy na twarzy Andrysa”; jakieś sto razy wcześniej mieliśmy podobne sceny…

The illustrious Reginald Tarrant!

“Ten znamienity Tarrant!”
No niech mi ktoś wytłumaczy, po co się robi taką zmianę, bo ja sensu w opuszczeniu tu imienia ojca Andrysa jako żywo nie widzę.

There was one of the conditions

“To był jeden z pierwszych warunków”
Chyba po prostu “jeden z warunków”

When I first decided to let the line continue

“Kiedy zgodziłem się, by ród przetrwał”
… tyle że Gerald się nie musiał na nic zgadzać, bo w końcu decyzja była w jego rękach. Może raczej: “kiedy zdecydowałem, że ród powinien przetrwać”

“Andrys Tarrant”, it murmured in tones that made his flesh crawl “Is that what you want?”

“Andrysie Tarrancie, czy na pewno tego chcesz?”
I po co to? Skutkiem przeoczenia? Poza tym przydałaby się czytelnikowi wiadomość o tym, jak zwykły śmiertelnik reaguje na głos Calesty…

…only the bittersweet embrace of death”

…słodko-kwaśne objęcia śmierci”
też pierwsza liga. Słodko-kwaśny to jest sos do kurczaka. A Sisa uciekła przed Tarrantem w “słodko-gorzkie objęcia śmierci”.

Random invective doesn’t suit you, Vryce.

“Takie gwałtowne oskarżenia nie pasują do ciebie, Vryce”.
Ależ jak najbardziej pasują, bo jak każdy, kto czytał dwie poprzednie części, wie, Damien Vryce ma… hmm, temperament… i raczej nie przebiera w słowach. Co innego “zwykłe obelgi”.

The devastation surrounding them

“Otaczające ich ruiny” Na morzu?

And you can hardle present me to your Patriarch, can you?

“A ty raczej nie mógłbyś mnie przedstawić Patriarsze, no nie”?
No nie. I to zdecydowanie nie. Dlaczego? Ano dlatego, że jedną z istotnych cech stylistycznych powieści Friedman jest, że się wyrażę, indywidualizacja stylu postaci. Innymi słowy, Damien mówi potocznym, wyrazistym językiem, z przekleństwami i idiomami, a Gerald wyraża się elegancko i ironicznie, w bardziej wyszukany sposób. Trudno go sobie wyobrazić mówiącego “no nie?”. Raczej “nieprawdaż?”

The Forest is my power base.

“Puszcza jest moją bazą wypadową”.
Raczej chyba “źródłem mojej siły”

Easy, Andri.

“Spokojnie, Andrys”.
Po co? Żeby nie wprowadzać zamieszania z dwiema wersjami imienia? Ale parę stron dalej Narilka i tak mówi do kochanka “Andri”… I tak przy okazji: skoro jest konsekwentnie “Geraldzie”, nawet wtedy, kiedy Damien nie do końca nad sobą panuje i jest, krótko mówiąc, wściekły, to czemu tu nagle “Andrys” zamiast “Andrysie”?

The Tarrant estate was located within its borders.

“Posiadłość Tarrantów znajdowała się na jego skraju”.
A to już nadinterpretacja, bo w oryginale była po prostu “w jego granicach”

He had never loved Merentha nor had he hated it.

“Nigdy nie kochał Merenthy ani go nie nienawidził”.
Merentha to miejsce. Skąd tu ten rodzaj męski?

And now there was Andrys Tarrant. Here. In her world. Alive in the way the Hunter was not /…/

“A teraz pojawił się tu Andrys Tarrant. Tutaj. W jej świecie. Żywy, w przeciwieństwie do Geralda Tarranta /…/”.
Wszystko pięknie, tylko że tutaj zmiana Łowcy na Geralda Tarranta doprowadza do fundamentalnego nieporozumienia: Narilka Lessing NIE MA PRAWA znać tożsamości Łowcy. Nie ma prawa wiedzieć, że on i Gerald Tarrant to ta sama osoba. Prawdopodobnie nigdy nie słyszała tego nazwiska.

The warm blood would please them.

“Nasycą ciepłą krwią”.
Pomyłka raczej chyba korektorska niż w przekładzie, niemniej jednak w tej wersji to zdanie po prostu nie jest po polsku.

Her lips were full and likewise tinted with the trace of rouge, so alive in their aspect that Damien could still imagine a human breath passing through them, and a heartbeat behind it.

“Jej usta były pełne i lekko uróżowane, a wydawały się tak realne, że Damien był gotów uwierzyć, że oddychają i należą do żywej istoty”.
Mowa, przypomnijmy, o Almei Tarrant, pojawiającej się w dolinie Shaitana. Czyli, przypomnijmy raz jeszcze, o zjawie. Duchu, zdaniem polskiego tłumacza, z umalowanymi ustami. Są dwa wyjścia: albo “jej usta były pełne i zachowały cień naturalnego koloru”, albo duchy u C. S. Friedman noszą makijaż. Pomińmy już resztę tego zdania…

The figure turned. Not wholly away of them, but slowly moving in that direction.

“Postać odwróciła się. Nie pokazała im pleców, ale powoli zaczęła się oddalać”.
Nie do końca… i jakoś mi stylistycznie nie pasuje.

Na koniec zostawiłam sobie kwiatek wyjątkowy; dla odmiany, najpierw po polsku: “Damien poczuł, jak dusza Łowcy zajmuje się żywym ogniem. Usłyszał jego przeraźliwy krzyk i zrozumiał, że udało się, że Calestę pochłonęła straszliwa moc złożonej przez Tarranta ofiary, że opłaciło się zaryzykować… Och, Geraldzie…
Ciało Łowcy leżało skurczone i nieruchome, i nie poruszyło się, kiedy padły na nie drobiny płonącego żużlu. Wir barw, który unosił się nad kraterem, teraz wisiał nad nim, ale to nie miało już znaczenia. Łowca nie żył.”

OK. Wszystko ładnie, Tarrant nie żyje, Damien to widział. Teraz trzymajcie się: tak to brzmi po angielsku:

And he felt the Hunter’s soul catch fire, as the man screamed- as he screamed – and through it all he knew that it had worked, that Calesta had absorbed the full force of Tarrant’s altruistic sacrifice, that the terrible gamble had paid off – And then the channel between them was gone, just like Tarrant said it would be. Severed by the instant of his death as cleanly as flesh might be severed by a knife. Oh Gerald. The Hunter’s body lay crumpled and still, and when drops of burning dust fell upon it, it didn’t stir. The swirling colors that had hovered above the crater had gathered over him, but that didn’t matter. None of it mattered anymore. The Hunter was dead.

Autorka zamiast opisać nam obiektywnie śmierć Geralda, pokazała ją całkowicie oczyma Damiena. Opis jest w pełni subiektywny. Damien zresztą raczej czuje niż widzi śmierć przyjaciela, co jeszcze się przyczynia do pogłębienia tej subiektywności. I te “subiektywne” kawałki jakoś wyleciały z polskiego tekstu. Damien nie krzyczy razem z Geraldem, nie czuje zerwania połączenia między nimi w momencie śmierci tamtego. Nie potrafię wytłumaczyć, z jakiego powodu tłumacz wyrzucił część opisu, bo to, co przychodzi mi na myśl – niedbalstwo i nadmierny pośpiech przy pracy, może nie do końca tylko przez autora przekładu zawiniony – jest przecież niemożliwe w szanującym się wydawnictwie. No nie? ;-). Przy tym wszystkim wydaje mi się, że rytm tego zdania, nagłych urywanych fraz do momentu śmierci Tarranta, a potem wyciszenia, jest jak najbardziej zamierzony i szkoda go rozbijać.

Może tak?
Poczuł, jak ogień pochłania duszę Łowcy, i kiedy tamten krzyknął – kiedy on sam krzyknął – wiedział, mimo wszystko, że się udało, że Calesta przyjął w siebie całą moc altruistycznej ofiary Tarranta, że szaleńcze ryzyko się opłaciło… A potem więź między nimi zniknęła, tak jak zapowiedział Tarrant, przerwana przez jego śmierć tak nagle i tak czysto, jak nóż przecina ciało. Och, Geraldzie… Ciało Łowcy leżało skulone i nieruchome, nie poruszało się, kiedy padały nań drobiny płonącego żużlu. Wir kolorów, który wisiał nad kraterem, zawisł teraz nad nim, ale to było nieważne. Nic już nie było ważne. Łowca nie żył.

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s